Pierwszy rozdział -Start!
***
Pisane przy ,,Unconditionaly'' -Katy Perry
,,Leavin''- Jesse McCartney
,,Leavin''- Jesse McCartney
<3
***1.,,Co jest grane ?''
Z dedykiem dla Karlajn -Dzięki kochana ;* dzięki tobie jeszcze dziś dodałam pierwszy rozdział <3
Mam nadzieję ,że się podoba ...Komy !Komy ludziska !
Czekałam na przystanku na pociąg, który wkrótce miał przyjechać. Stopy mi powoli zamarzały ,a palce zrobiły się wręcz sztywne mimo tego ,że moje dłonie okrywały rękawiczki, jednak wiedziałam ,że dla mojego ,,Romea'' mogę stać tu nawet do jutra. Nagle dostrzegłam wlokący się w kierunku stacji pociąg. Szybko dobiegłam do wyjścia a kiedy wysiadł z niego Jeremi z radością rzuciłam się mu na szyję:
-Tęskniłam za tobą .-wyszeptałam z twarzą wtuloną w jego ciepłe ramię.
On po chwili syknął z bólu po czym postawił mnie na ziemi.
-Coś się stało ?-zapytałam
-Nie, nic kotku .-Nie martw się .-Chwilowy skurcz.
***
Jechaliśmy do domu taksówką. Jeremiasz całą drogę był jakiś taki nie swój :nieobecny, dosłownie jakby go zupełnie nie było. Oparty głową o szybę lekko przymknął oczy. Docierając na miejsce wysiedliśmy z auta :
-Co się dzieje ?-zapytałam
-Nic. -a co ma się dziać ?- Po prostu mam gorszy dzień.-Po za tym nie znoszę długich podróży -Przecież wiesz.
-Może chcesz jedną szlugę ?-zapytałam wystawiając przed siebie opakowanie i zapaliłam jedną. To ,że byłam grzeczna i ułożona nie oznaczało, że czasem nie umiałam sobie odpuścić.
-Zgaś to !-oburzył się zatykając usta i noc zupełnie tak jakby miał za chwilę zwymiotować .
-O co ci chodzi?-Jakoś wcześniej ci to nie przeszkadzało!
-Ale teraz przeszkadza !-Po prostu to zgaś !-wydarł się tak ,że aż spojrzał się na nas najbliższy tłum ludzi.Biorąc papierosa do ręki rzucił go na ziemię i ze złością podeptał.
Idąc dalej o mało się nie przewrócił i by nie dopuścić do upadnięcia na ziemię złapał się najbliższej ściany. trochę się przestraszyłam . Nie wyglądało to najlepiej. Siadając na zimnej ziemi zamkną oczy i zaczął głęboko oddychać . Przestraszyło mnie to , ponieważ pierwszy raz się tak zachowywał i nie za bardzo wiedziałam co o tym myśleć:
-Jeremiasz wszystko w porządku ?-uklęknęłam przy nim i złapałam go za dłoń.
-Tak.- Nie martw się .-Wszystko gra .
-Na pewno?-Może zadzwonię po...
-Nie ...nic mi nie jest.-odpowiedział stanowczo.
To nie był ten sam Jeremiasz . To nie był on. Widziałam wyraźnie ,że coś jest nie tak tylko nie za bardzo wiedziałam co.